GEST BORUCA
Szkocja
jest piękna i romantyczna ( potwór z jeziora Loch Ness), wszelako ma
problem natury etnicznej. Otóż od XIX wieku osiedlali się tam
Irlandczycy, którzy w końcu utworzyli, pod wodzą księdza, klub
piłkarski o nazwie „Celtic”. Nie mogło to się podobać
szkockiej większości, która wierzy w Pana Boga w wydaniu
protestanckim, ściślej kalwińskim. A uparci Irlandczycy to
katolicy. Słowem: wybuchła wojna religijna z piłką kopaną
w tle. Protestanci zgrupowali się wokół „ Rangersów”, natomiast
katolicy daliby się pokrajać za „ Celtów”.
Mijały
lata, dziesiątki lat. Ulice Glasgow, największego miasta Szkocji, spływały
krwią. Kibice obu drużyn piłkarskich prali się po pyskach
ile wlezie. W końcu nastała miłościwie nam panująca era
POLITYCZNEJ POPRAWNOŚCI. „ Rangersi „ i „Celtowie” poczęli
zatrudniać w kopaczych zespołach cudzoziemców- bez pytania o religijną
przynależność. Chodziło ( i chodzi) o „ kasę” oraz
tzw. umiejętności. Wszelako wśród ludu duch obcości nie
zamarł, granice pozostały. Wiadomo: my kalwini- wy katolicy.
Protestanckie Glasgow przeciwko
katolickiemu, wschodniemu… Glasgow.
Czas
znowu robił swoje, rozwarto wrota „ żelaznej kurtyny”. W
rezultacie do Szkocji przybyło około 50 tysięcy Polaków. Nie…,
żeby tam chcieli podziwiać szkockie krajobrazy. Do roboty, do roboty.
W pubach i portierniach. Nasza polska duma, nasze: „ nie będzie wróg pluł
nam w twarz”. A choćby i w talerz.
Pech-
przynajmniej dla szkockich kalwinów- polegał na tym, że tysięczna
masa rodaków zabrała ze sobą
do Szkocji .p. Artura Boruca- młodego, wysokiego , przystojnego i
utalentowanego bramkarza. W krótkim czasie rzeczony został „ goalkiperem”
słynnych „ The Boyhs” (
„Celtów”), zarabiającym sumy nie do wyobrażenia dla piszącego
te słowa.
Boruc
był bezpieczny i syty, jak większość polskich kopaczy
na obczyźnie. Wszelako, poza inteligencją, miał ( i ma) pewną
przypadłość: dumnie ( i publicznie) podkreślał swoją
polskość i przywiązanie do katolicyzmu.
Stało
się. Kilka miesięcy temu,
podczas derby Glasgow ( „ Rangersi” kontra „ Celtowie”) nasz bramkarz
wykonał znak krzyża skierowany do kibiców drużyny przeciwnej.
Oprócz tego, że posypały się na niego butelki ( niekoniecznie
plastikowe), za chwilę oskarżono go o podżeganie do waśni
religijnych. Ot, świecka rzeczywistość.
Jest
rzeczą zastanawiającą, że polskie media przegapiły „
gest Boruca”, chociaż nadal podkreślają słynny „ hak”
Kozakiewicza ( bo to już jest bezpieczne?) . Przecież, w gruncie
rzeczy, bramkarz odpowiedział na apel Benedykta XVI do Polaków podczas
pamiętnej pielgrzymki: „ dajcie świadectwo wiary”. Widocznie
Europie potrzebne są inne wyznania…
DARIUSZ
RATAJCZAK