KLONOWANIE NA ŚNIADANIE

Pewnego razu wpadł do mnie z impetem wiosennej burzy kolega-geograf. Wyglądał na człowieka łykającego od miesiąca „prozac”. Błyszczące oczęta, energia, dobywający się z głębi jestestwa optymizm .  Powód radości znajomka okazał się jak najbardziej uzasadniony. Oto bowiem za chwilę stałem się pierwszym słuchaczem sensacyjnej teorii o „klonowaniu bytów narodowych w warunkach rzekomego zanikania narodów”. Sens wywodów autora epokowego odkrycia sprowadzał się do kilku rewolucyjnych tez:

1.Miast zanikać (jak chcą rzecznicy Unii Europejskiej lub innej Unii Światowej), państwa narodowe dwoją się , troją, a w skrajnych wypadkach nawet czworzą.

2.Proces ten trwa od kilkuset lat („faza nieuświadomiona”), ale nabrał rozpędu w ostatnim 15- leciu („faza uświadomiona”), co jest zdrową odpowiedzią narodów na antynarodowe knowania technokratów z Brukseli .

3. Nie jest ważne, że państwa te różnią się nazwą od „macierzystego pnia narodowego” („Heartland”), nie jest również ważne, że klony „narodu głównego” wymyśliły dla siebie nazwy odbiegające od pierwowzoru lub dystansują się od narodowej Macierzy. To mimikra, próba oszukania mocarnego przeciwnika spod znaku „New World Order”. W sprzyjających okolicznościach i tak dojdzie do „Wielkiego Narodowego Połączenia” („The Great National Merger”), czyli gigantycznego tryumfu idei narodowej.

4. „Państwa- klony” pełnią użyteczną rolę podczas naporu „sił ciemnych, a bezwzględnych”. Mogą na przykład służyć za „przetrwalnik  prawdziwych, narodowych elit” („National Lifebelt”).

5. Nie ma absolutnie żadnego znaczenia, że niektóre z tych organizmów narodowych nie zostały uznane  przez międzynarodową społeczność za państwa suwerenne. Ich autonomia jest tak szeroka, iż de facto pełnią  rolę niezależnych państwowo-narodowych bytów.

6. Narody zdolne wytworzyć narodowo- państwowe klony  nazywamy „narodami sprytnymi” („Smart Nations”). Ich przeciwieństwa określamy mianem „narodów bez ikry” ( „Nations Without Guts”; to idiom, ale przetłumaczmy go dosłownie: „Narody bez Jelit”).

Szlak „klonizacji narodowej” przetarli Anglicy, Francuzi, Hiszpanie, Portugalczycy , Włosi oraz Niemcy. Anglicy ponieśli porażkę, gdyż swe główne alternatywne bazy narodowe budowali na „krańcach świata” (Australia, Nowa Zelandia, kolonie w Ameryce Północnej), a w dodatku nasączali je buntowniczym elementem irlandzkim, kryminalistami lub rygorystycznymi ( „nawiedzonymi”) sektami religijnymi prześladowanymi wcześniej na Wyspach Brytyjskich (efekt psychicznego odrzucenia Macierzy- i to od samego początku kolonizacji). Elementy „angielskiego klonu narodowego” możemy co najwyżej obserwować w niektórych rejonach zachodniej Kanady.

Sprytniejsi okazali się Francuzi. Dzisiaj istnieją de facto cztery Francje: państwo nad Sekwaną , Loarą i Rodanem , olbrzymi Quebec , lilipucie Monaco oraz autonomiczne francuskie kantony w zachodniej Szwajcarii. Hiszpanie zostali wprawdzie wyparci z Ameryki Północnej i Środkowej przez masońskie elity Kreolów, ale pozostawili kilka klonów , pół-klonów i ćwierć-klonów ( np. czysto hiszpańska Kostaryka, na poły hiszpańska Kuba plus brodaty  Galisyjczyk, syn anty-amerykańskiego karlisty, Fidel Castro). Z Castro są zresztą same kłopoty. Wśród jego antenatów występuje czarna Kongijka, turecki Żyd i kto tam jeszcze... ( podług wspomnień jego córki).

Włosi to mistrzowie  klonizacji. Posiadają 4 państwa (Italia właściwa, San Marino, „mały-wielki” Watykan - niech Bóg Miłosierny wybaczy geografowi-  kanton Ticino) oraz dwa pół-klony narodowe (Argentyna, Urugwaj) i- być może- jeden ćwierć-klon (Brazylia). Niestety stracili klon maltański na skutek idiotycznej polityki Benito Mussoliniego podczas II wojny światowej. A szkoda, gdyż italo-arabscy Maltańczycy niewiele różnią się od Sycylijczyków. Zainteresowanych geograf odsyła do fantastycznej książki autorstwa aktora hollywoodzkiego Davida Nivena pt: „Księżyc jest balonem”. Tu wyjaśnienie: Niven, oficer brytyjski, na początku lat trzydziestych ubiegłego wieku służył na Malcie. W dowcipny sposób ten wyjątkowy filut opisuje starcie Brytyjczyków (dokładnie Szkotów) z pro-italskimi Maltańczykami. No więc jakiś Maltańczyk trafił kamieniem w hełm żołnierza z Highlandu. Na to Szkot: „no, jak ja ci k.... rzucę...”. Obyło się bez ofiar. Stara, dobra Europa.

Portugalczycy posiadają spory pół-klon narodowy w postaci Brazylii. Można nawet powiedzieć, że jest on „ gigantycznym, kolorowym rozwinięciem Macierzy”. Do dnia dzisiejszego Brazylijczycy nie są uważani w Portugalii właściwej za obcokrajowców!

Tradycyjnym europejskim klonem narodu macierzystego jest niemiecka  Austria („Austrian Rimland”). Prawdopodobnie Niemcy szykują kolejne klony, co, tak się składa, może boleśnie dotknąć także Polaków („Schlonsaken”, „Gorzelikvolk”, „Roczniokvolk”, „ The Teluk Supporters Fan Club of  Autonomous Upper Silesia”???). Zresztą nasi przodkowie  nie byli pozbawieni w przeszłości zdolności klonizacyjnych. Znakomity polski klon  stanowiło przez 200 lat Wielkie Księstwo Litewskie („mówimy Litwa, myślimy Rzeczpospolita, czyli Polska”). Później było już gorzej, chociaż odnotujmy efemeryczny klon pod nazwą „Litwa Środkowa” (znaczki pocztowe- istny cymes) oraz stosunkowo niedawne próby stworzenia polskiego okręgu autonomicznego wokół Wilna.

We współczesnej Europie prym w dziele klonowania alternatywnych bytów państwowo-narodowych dzierżą wyjątkowo sprytne narody bałkańskie („The Smartest Balkan Nations”). Serbowie posiadają klon w postaci Republiki Serbskiej w Bośni i pół-klon w de facto niezależnej Czarnogórze (strefa „euro”). Tu małe wyjaśnienie. Czarnogórcy są narodem „wielopodzielnym”. Niektórzy z nich uważają się, co oczywiste, za Czarnogórców, inni za „górskich Serbów”, a jeszcze inni za „najlepszych Serbów”. W Polsce najbardziej znanym Czarnogórcem jest przesympatyczny p. Włodzimierz Szaranowicz (ten od „ czarnego Murzyna”), znakomity sprawozdawca sportowy. Istnieją dwie Chorwacje: właściwa i Hercegowina ( połówka Mostaru, słynne Medżugorje itd.) oraz dwie Rumunie : ta ze stolicą w Bukareszcie i Mołdawia (klon klasyczny minus ukraińsko- rosyjskie Naddniestrze). Albańczycy z sukcesem budują, a właściwie już zbudowali klon narodowy w postaci Kosowa. Stosunkowo niedługo stworzą kolejny w północno-zachodniej Macedonii. Niektórzy twierdzą, że klonem bułgarskim jest pozostała, słowiańska część Macedonii. Sprawa jest dyskusyjna, ale pamiętajmy, że ziemie macedońskie są kolebką państwa bułgarskiego, a jeden z najgłośniejszych Bułgarów XX w., tow. Jerzy Dymitrow , był „Macedończykiem”.

Ostatnia, osobista tym razem, dygresja dotycząca Bałkanów. Swego czasu, uzbrojony w kanapkę i puszkę piwa marki „Ożujsko” (typowe turystyczne wyposażenie „faszystowskiej świni” Ratajczakiem zwanej), szwendałem się z chorwackim kolegą po przesławnym chorwackim grodzie Karlovac. Odwiedziliśmy miejscowy dworzec kolejowy (niegdyś ostrzeliwany przez „podłych Serbów”), a potem, spacerkiem, udaliśmy się nad uroczą rzekę.” Jak tu pięknie”- jęknąłem zmiękczony ostatecznie ostrą jak brzytwa „travaricą” ( to taka ichnia, zielonkawa wódka z krzaczastym badylem w środku; smakuje okropnie, ale do czasu... do czasu Meine Herren). A wiesz, jak <toto> się nazywa ?”- tu podstępny Chorwat wykonał szeroki gest uznawany w Europie za nieobyczajny. Wyraźnie rozkrochmalony , zapatrzony w zieloność, porównujący w myślach chorwacką strugę z brudnym jazem w okolicach opolskiej wyspy Bolko, zignorowałem jego gderanie. „ No więc <toto> nazywa się Kupa. Witamy na Bałkanach”. I tak zakończyłem „flirt” z niewątpliwym pogrobowcem Ante Pavelicia i innych „ustaszy”.

Grecy klonowali się od starożytności ( np. kolonie w Azji, Italii, północnej Afryce, u ujścia Dniestru i Donu  ). Wspaniałym, niezwykle patriotycznym przykładem helleńskiego klonu jest obecnie Cypr (minus tereny pod czasową okupacją Turcji). Tak, południowy Cypr to klonowy klasyk! No chyba, że za chwilę zamieni się w klon... rosyjski (pralnia brudnych pieniędzy euroazjatyckich mafiosów).

A propos Rosjan: okazali się wcale zmyślnymi klonizatorami (Białoruś, mówiąca i najczęściej myśląca po rosyjsku wschodnia Ukraina- bagatela: 11 milionów ludzi- plus autonomiczny Krym oraz wijące się jak piskorz Naddniestrze).

Idąc bardziej na wschód, ku Azji, nie możemy nie wspomnieć o Chińczykach. Ileż wspaniałych, świetnie prosperujących chińskich klonów narodowych: Tajwan, na poły suwerenny Hongkong, Singapur, pół-klon (być może ćwierć- klon) w Malezji... Po prostu palce lizać. Niestety Chińczykom nie dorównują Hindusi. Wszystko rozbija się o przeciwieństwa religijne mieszkańców subkontynentu indyjskiego.

Nie zapominajmy również o twórczych (czytaj: płodnych) narodach środkowo-azjatyckich (Tadżycy, Uzbecy) tworzących klony narodowe w Afganistanie, klonie tureckim na północy Cypru, prześlicznym klonie armeńskim w Górnym Karabachu i – a może przede wszystkim- Arabach- twórcach wielo-klonowego „Arabistanu” ciągnącego się od Maroka po Arabię Saudyjską i Irak. A Żydzi? Wszędzie pół-klony ( nowojorskie „Big Apple” jest de facto pełnym klonem), ćwierć-klony (i coś koło tego) Państwa Izrael. Wspaniałe osiągnięcia, szczere gratulacje od klonowiczów!

Jak widać z powyższego wyliczenia, wszelkiego autoramentu anty-narodowcy mają nielichy orzech do zgryzienia. Narody ani myślą zanikać, więcej: zdają się być w olimpijskiej formie. „Gleichschaltung” nie przejdzie. No pasaran!

W każdym razie tako rzecze („Also Sprach”) mój „ prozac-friend” z Opola. Wycofajcie, do cholery, to świństwo z farmaceutycznego obiegu.

Dariusz Ratajczak

Wróć do spisu treści