KOLOROWE KLONY ADOLFA H.
Kilka miesięcy temu z zapartym tchem
śledziliśmy pościg za tajemniczym snajperem, który uśmiercał
przypadkowych ludzi w okolicach Waszyngtonu. Aresztowanie mordercy i jego młodocianego
pomocnika odbiło się szerokim echem w amerykańskich i światowych
stacjach telewizyjnych. Wrzawa trwała jednak krótko. Zbrodniarze okazali
się wyjątkowo niewygodni, wręcz kłopotliwi. To nie tak miało
być. Założony z góry scenariusz nie wypalił. Po chwilowej
konsternacji „postępowa Ameryka” przystąpiła do działania.
Ważne wątki sprawy wyciszono, przycięto, schowano do szuflady.
Nie pierwszy, nie ostatni raz. A było co przycinać...
Zwykli
mieszkańcy Waszyngtonu odetchnęli z wyraźną ulgą gdy
aresztowano Johna Allena Muhammada i Johna Lee Malvo. Trudno się dziwić.
Nikt nie chce być potraktowany kulką podczas spożywania pizzy czy
robienia zakupów. Gorzej z dziennikarzami- wyznawcami teorii podwójnych
standardów moralnych. Wpływowi pismacy amerykańscy założyli
bowiem a priori, że snajperzy-zabójcy muszą być „wściekłymi
białymi osobnikami płci męskiej”. Najlepiej powiązanymi z
obywatelskimi , antyfederalnymi oraz „kryptorasistowskimi” milicjami, które-
co zrozumiałe- odgrywają w ojczyźnie Kaczora Donalda
rolę ponurego wilka z pianą na mordzie. Nawet w dniu
zatrzymania bandziorów nieoceniony „New York Times” mędrkował, iż
podejrzani są prawdopodobnie skinheadami.
Niestety,
nie byli. Muhammad i Malvo okazali się „Afroamerykanami” powiązanymi-
w przypadku Muhammada to pewnik- z wielce wpływowym „Narodem Islamu”,
organizacją kierowaną przez hebanowego
fuehrera-rasistę, wielce czcigodnego Louisa Farrakhana. Może dlatego
liczni „czarni bracia” od razu wzięli w obronę zatrzymanych,
suponując iż są oni „policyjnymi kozłami ofiarnymi”. Tak
przynajmniej wynika z ankiety opublikowanej na stronie internetowej
blackamerica.com.
Media
tymczasem zaczęły mataczyć. Przede wszystkim solidarnie usunięto
wszelkie uwagi na temat rasy i wyznawanej przez snajperów religii. Dla CNN pan
Muhammad był niezmiennie „panem Williamsem”, chociaż
„Afroamerykanin” dawno temu w majestacie prawa zmienił nazwisko.
Zapewne obawiano się reakcji „Narodu Islamu”, z którym wszyscy- nawet
amerykańscy Żydzi- muszą się liczyć. Owszem, Farrakhan
to kolorowy klon Adolfa Hitlera, ale jak widać są „gorsze i lepsze
hitlery”. Jeżeli uważacie, że przeceniam siłę, wpływy
i rasizm Farrakhana oraz jego muzułmańskich baranów- posłuchajcie
w ramach dłuższej dygresji historycznej opowieści pod tytułem
„The Zebra Killings”.
Trzydzieści
lat temu, dokładnie w latach 1972-1974, nad Zatoką San Francisco szalała
banda czarnych morderców-rasistów, która wzięła swą
nazwę od kanału radiowego (kanał Z) używanego przez policję.
Wyczyny zwyrodnialców wiernie udokumentował kilka lat później
pisarz-kryminolog Clark Howard w książce pt. „Zebra”. Na
jej czele stało 5 upolitycznionych morderców, członków grupy
„Death Angels” (Aniołowie Śmierci), która z kolei była powiązana
z „Narodem Islamu”. Jesse Lee Cooks, J.C. Simon, Larry Green, Manuel Moore i
Anthony Harris wierzyli, że biała rasa została stworzona 3 tysiące
lat temu przez czarnego szalonego naukowca Jakuba. Jakub chciał oczywiście
podporządkować sobie „białasów” (po to ich wyprodukował),
ale ci najwyraźniej wszczęli skuteczny bunt przeciwko stwórcy. Dla
„Aniołów Śmierci” zabijanie białych było obowiązkiem,
powinnością i przyjemnością. Dzięki temu zdobywali
bilety wstępu do- zapewne czarnego- Nieba. Było to tym łatwiejsze,
że określali swych wrogów mianem „wściekłych węży”,
„niebieskookich diabłów” i „białych matko...ców”.
Ataki
kierowano najczęściej przeciwko zupełnie bezbronnym białym
kobietom oraz mężczyznom. Nie oszczędzano również lokalnych
polityków. W efekcie zabito i
zraniono 23 osoby. Żeby przedstawić skalę okrucieństwa
morderców, posłużę się przykładem gehenny małżeństwa
Richarda i Quity Hague. Parę pod bronią wciągnięto do
samochodu. Quitę zgwałcono, a następnie obcięto jej głowę.
Richarda poddano działaniu maczety i klucza francuskiego. Cudem przeżył.
Policji
w końcu udało się aresztować 8 osób zamieszanych w
morderstwa. Jest pewne, że ich pomocnicy do dnia dzisiejszego pozostają
na wolności. Przywódców bandy bronili adwokaci wynajęci przez „Naród
Islamu”. Niektórzy z nich już skorzystali ze zwolnień warunkowych.
„The
Zebra Killings” i sprawa waszyngtońskich snajperów wskazują, że
„Naród Islamu” jest w istocie grupą ekstremistyczną. Cóż z
tego, skoro Farrakhan uchodzi za moralną wyrocznię dla wielu czarnych
Amerykanów, a biali- w tym wszelkiej maści lewicowcy perorujący
codziennie o rasizmie Davida Duke’a i policjantach okładających pałami
agresywnych czarnych ćpunów- schodzą mu z drogi. Podobnież rząd
– pokorny dawca funduszy dla tej zbieraniny zmąconych idealistów, groźnych
fundamentalistów, hipokrytów, rasistów oraz psychopatów.
Trudno
się zatem dziwić, że sprawa „Zebry”
wyparowała z ludzkiej pamięci, a rasowo-religijna identyfikacja
snajperów właśnie składana jest do grobu. Doprawdy nikt nie
wszczął śledztwa dotyczącego nauk „Narodu Islamu”, które
inspirowały Johna Allena Muhammada. Nikt nie zainteresował się
doniesieniami znajomych, że bezustannie słownie znieważał
białych, chrześcijan i Żydów. To takie niewygodne i niepoprawne.
Lepiej zajmować się bardziej wirtualnym niż rzeczywistym rasizmem
„niebieskookich diabłów”. I temat bezpieczny i zarobić można.
Dariusz Ratajczak