SZLACHTOWANIE GENERAŁA
ZAGÓRSKIEGO
MOTTO: Jest jedna tylko rzecz w życiu
ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest
honor.
Józef Beck, Sejm RP, 5 maja 1939
Zdaję
sobie sprawę, że wyrażanie negatywnych opinii o Józefie Piłsudskim
w sierpniu ( rocznica Bitwy Warszawskiej) i listopadzie ( rocznica 1918 r.) uważane
jest za wysoce niestosowne ( już na pewno w kręgach miłościwie
nam panującej neo-piłsudczyzny, czyli V Brygady). Postanowiłem
przeto w tzw. międzyczasie przypomnieć, a nawet skomentować słynną-
dzisiaj wstydliwie chowaną pod sukno- sprawę
generała Włodzimierza Zagórskiego.
Przed
wybuchem I wojny światowej Zagórski był prominentnym oficerem II
Oddziału Sztabu Generalnego w Wiedniu. Odpowiadał za kierunek rosyjski,
to znaczy podlegały mu odpowiednie wysunięte ekspozytury wywiadowcze (Hauptkundschaftstellen)
w Krakowie, Przemyślu oraz Lwowie, które z kolei zatrudniały
sieć agentów, w tym samego Piłsudskiego. Ja wiem, nawet dzisiejsi
apologeci marszałka ( vide: dr
Ryszard Świętek , „ Lodowa ściana”) , idąc zresztą-
bo inaczej nie można- śladem autorów PRL-owskich ( Zbigniew Cieślikowski,
Jerzy Rawicz) i emigracyjnych ( Jędrzej Giertych), potwierdzają fakt
współpracy tegoż z wywiadem wojskowym Austro-Węgier ( w tym
branie pieniędzy), ale
rozgrzeszają takie praktyki, gdyż służyć miały one
walce o niepodległą Polskę. Zapominają wszelako, że jak
napisał prof. Maciej
Giertych: Wywiady płacą agentom, bo są im przydatne ich usługi.
Gdyby nie były przydatne- nie płaciłyby (Opoka,
nr 25, luty 1998). Co więcej, płacą, a czasami, w ramach handelku, wymieniają się informacjami z wywiadami nawet
wrogich państw. Nie dałbym głowy, że Austriacy incydentalnie
podrzucali Rosjanom jakieś papiery dotyczące np. warszawskich struktur
PPS. Strasznie śmierdząca sprawa, ale kto raz z wywiadem zaczyna, ten
w g**** wchodzi.
Zagórski
osobiście poznał Piłsudskiego dopiero po wybuchu wojny, gdy został
z ramienia Austriaków szefem sztabu Komendy Legionów, czyli de facto przełożonym skromnego brygadiera. Panowie
znienawidzili się. Uczucie to przeniosło się na I połowę
lat dwudziestych z jednego podstawowego powodu: Zagórski nie wyzbył się
pamięci, jak inni polscy oficerowie z dawnej armii austro-węgierskiej.
Wiedział o Piłsudskim dużo, za dużo, a Marszałek- o
czym milczą jego wielbiciele, chciał o niekoniecznie chlubnej przeszłości
zapomnieć. Dlatego już jesienią 1925 r. mobilizuje przeciwko
utalentowanemu organizatorowi polskiego lotnictwa opinię
publiczną, wikłającą go w aferę Frankopolu ( kompletna, ale nośna społecznie
bzdura), czy oskarżającą o
brak patriotyzmu w latach Wielkiej Wojny. W tym wypadku ogarem
okazał się, podług celnego określenia Stanisława
Cata- Mackiewicza, nieuk o psychologii
łobuza , frazes pozbawiony wszelkiej treści, czyli Wojciech
Stpiczyński- nie bez kozery twórca nic nie znaczącego hasła sanacja.
Oczywiście nienawiść wzrośnie, gdy w maju
1926 r. Zagórski- szef Departamentu
Lotnictwa- stanie po stronie prawowitych władz Rzeczypospolitej, broniąc
Warszawy przed rebeliantami.
Zagórski
został aresztowany przez zwycięskich buntowników w Wilanowie w dniu
16 maja 1926 r. Po kilku dniach, wraz z innymi generałami ( m.in. właściwym
zwycięzcą Bitwy Warszawskiej- Tadeuszem Rozwadowskim) przewieziono go
do więzienia na wileńskim przedmieściu Antokol. Siedział tam
do sierpnia roku następnego. To wiemy na pewno.
GDZIE JEST GENERAŁ ? ( WERSJA REŻIMOWA)
Podług
oficjalnej wersji Zagórskiego zwolniono z aresztu w Wilnie 6 sierpnia 1927 r.
Generał w towarzystwie żandarmów przyjechał pociągiem do
Warszawy i prosto z dworca kazał się zawieść autem do…
Łaźni Fajansa na Krakowskim Przedmieściu. Pożegnał się
z obstawą i … wyparował- najpewniej uciekł, czyli zdezerterował
z wojska. Później uzupełniano ją o inne elementy, np. oświadczenie
niejakiego Dawida Erdkracha ( homoseksualisty, oszusta i podwójnego szpiega; już
niewiadomo od kogo dostał czapę
podczas II wojny światowej), że ten widywał go dość często w wiedeńskich kawiarniach. Sanacyjna
propaganda nie popisała się: wszystko to było prymitywne, naciągane
i nielogiczne.
GDZIE
JEST GENERAŁ? ( WERSJA NIEOFICJALNA)
Przedstawiona
poniżej wersja generalnie , przynajmniej w moim odczuciu, odpowiada
prawdzie. Rzecz jasna pewnych szczegółów nie da się już
jednoznacznie ustalić. Podaję ją w oparciu o źródło,
które ujawnię każdemu, kto o to poprosi. A zatem, co się stało
z nieszczęsnym generałem?
Przede
wszystkim powróćmy do antokolskiego więzienia. W przeciwieństwie
do innych uwięzionych generałów przechodzących rodzaj załamania
psychicznego lub też podupadających gwałtownie na zdrowiu (
Rozwadowski), Zagórski jest w dobrej formie. Odgraża się, że
ujawni kompromitujące papiery z przeszłości, że jego uwięzienie
to skandal itd. Słowem- nie daje się zmiękczyć. W nocy z 5/
6 sierpnia , na podstawie pisemnego rozkazu, zabierają go z kazamatów
kapitanowie Miładowski i Myśliszewski ( w asyście żandarmów).
Wcześniej ubierają w cywilne ubranie, w tym umyślnie za duży
kapelusz. Wszyscy podążają na dworzec. Zagórski podróżuje
do Warszawy w szczelnie zasłoniętym przedziale pociągu. W stolicy
na peronie dodatkowo czekają ( w cywilu!) kapitanowie Płaskowski, były
szef Oddziału II z D.O.K. Grodno, Włoskowicz oraz organizator ówczesnego
„Strzelca”, słynny Łokietek. Dworzec pustoszeje, piłsudczycy
prowadzą generała do czekających w pobliżu aut. Jedno z nich
miało numer rejestracyjny W-6141. Zapisał
go jakiś kolejarz.
Początkowo
uwolnionego więźnia zawieziono
do Walerego Sławka na ulicę Chopina 1. Zagórski znał przyszłego
prezesa BBWR z działalności szpiegowskiej na rzecz Austro-Węgier
pod pseudonimem Stefan Pierwszy ( Stefanem
Drugim był sam Piłsudski:
panowie brali pieniądze w HK-Stelle
Krakau), miał odpowiednie raporty, kwity itd. Teraz Sławek zaklina
go, by je wydał, a Piłsudski wszystko wybaczy. Generał w ostrych
słowach odmawia. Wtedy Sławek przekazuje ofiarę osławionemu
majorowi Zygmuntowi Wendzie ( wtedy szefowi ochrony Piłsudskiego, po
wybuchu wojny kierownikowi Obozu Zjednoczenia Narodowego)- dla
zmiękczenia uporu. Ten przewozi nieszczęśnika do lokalu Strzelca
przy ulicy Dobrej 2.
Na
Dobrej oprawcy związują
Zagórskiemu ręce na plecach, obrzucają wyzwiskami, biją po
twarzy, kopią i okładają szablami- zrazu płazem. Generał
nie chce współpracować, zatem przypalają mu skórę
papierosami, cygarami oraz kłują sztychem szabli. W torturowaniu Zagórskiego
uczestniczyli ( trudno ustalić, kto biernie, a kto czynnie): ppłk. Piątkowski
i Józef Beck, major Wenda, kapitanowie Kowalski, Miładowski, Myśliszewski,
Płaskowski oraz Łokietek. Na pewno, wbrew pogłoskom, wśród
egzekutorów nie było Bolesława Wieniawy- Długoszowskiego. Można
mu wierzyć na słowo- niekoniecznie trzeźwe. To był wprawdzie
człowiek nie pozbawiony wad, ale niezdolny do takiego świństwa.
Zagórskiego
dręczono w ten sposób przez kilka dni. Podczas jednej z tych szczególnych
sesji generałowi udało się uwolnić i zdzielić krzesłem
dwóch oprawców ( trafili do szpitala). Wersja, tym razem niepotwierdzona, głosi,
że w wynikłym zamieszaniu ofiara podbiegła do samego Piłsudskiego
( a dyktator dyskretnie nocą odwiedził lub odwiedzał lokal Strzelca),
policzkując go. Wtedy miał paść rozkaz:skończyć
z nim…, niech zabierze swą tajemnicę do grobu. Jak było w
tym konkretnym momencie- trudno powiedzieć, faktem natomiast jest, że
śmierć Zagórskiego była straszna, rzeźnicza. Były dowódca
lotnictwa został dosłownie rozsiekany szablami- do tego stopnia, iż
ręce, którymi zasłaniał głowę wisiały na rękawach.
Konającego dobił z pistoletu- strzał w tył głowy- major
Wenda? Beck? Któryś z kapitanów?. Zmasakrowane
zwłoki najpierw przewieziono do Fortu Legionów przy szosie Grójeckiej, a
następnej nocy do Wilanowa, gdzie zaszyte w worek obciążony
kamieniami rzucono do Wisły.
W ten nieskomplikowany sposób uratowano honor ludzi walczących o wyśnioną, niepodległą Ojczyznę
DARIUSZ
RATAJCZAK