TEN OKROPNY KU-KLUX-KLAN
Dawno temu oglądając jakieś jankeskie filmidło, usłyszałem
zabawny dialog prowadzony pomiędzy przedstawicielem „rasy kaukaskiej” (czyli
białym) a „Afroamerykaninem”. Murzyn rzekł do „białasa”:
Harold, skurczybyku, kiedy wreszcie przestaniesz chlać?!”.” Wtedy,
kiedy ty, głupi złamasie, zostaniesz <Wielkim Smokiem> Ku-Klux-Klanu”-
odrzekł z niezmąconym spokojem pijaczyna . Tak, dworowanie sobie z tej
organizacji stało się obecnie modne. Nic dziwnego- dzisiejsi „Klansmeni”
sprzątający międzystanowe autostrady, tudzież uciekający
przed rozjuszonym tłumem pejsatych starozakonnych na przedmieściach
Chicago, wzbudzają tylko drwinę. Ale nie zawsze tak było. Niegdyś
potężny KKK wzbudzał skrajne i przeciwstawne uczucia: od
autentycznego uwielbienia po równie prawdziwy strach oraz nienawiść.
Narodziny
KKK wiążą się z inicjatywą 6 byłych żołnierzy
konfederackich, którzy spotkawszy się późną wiosną 1866 r.
w Fort Pulaski (Tennessee), postanowili stworzyć fraternistyczną
organizację-rodzaj klubu- niosącą pomoc frontowym towarzyszom
dzielnej, lecz zwyciężonej Armii Południa. Jej początkowe
dwa człony nawiązywały do greckiego słowa „kyklos” (krąg,
zgromadzenie) ; ostatni był ukłonem w stronę 2 założycieli,
w żyłach których płynęła szkocka krew.
Rok
później, na I zjeździe KKK, w jego szeregach nastąpiła
zasadnicza reorganizacja. Stworzono zhierarchizowaną strukturę z
Wielkim Czarownikiem (Grand Wizard) na czele, który sprawował władzę
nad „Niewidzialnym Imperium Południa”. Został nim legendarny
kawalerzysta, generał Nathan Bedford Forrest- człowiek, który wygrał
wszystkie bitwy... i przegrał wojnę.
Wypracowano również program zasadzający się na obronie
Konstytucji, byłych żołnierzy Konfederacji oraz- co najważniejsze-
ochronie praw białej większości regionu.
Po
prawdzie było co i kogo bronić. Jankesi-
niepomni umiarkowania i rozwagi Abrahama Lincolna- zaprowadzili na Południu,
w ramach tzw. Rekonstrukcji, opresyjny reżim wojskowy będący de
facto okupacją wrogiego terytorium. Każdego Południowca, który
był członkiem władz cywilnych lub służył w
konfederackiej armii (a większość białych ze stanów południowych
przeszła przez jej szeregi) pozbawiono prawa wyborczego. Prawo głosu
przysługiwało natomiast czarnym- w zdecydowanej większości
analfabetom nie mającym najmniejszego pojęcia o rządzeniu, sądzeniu
czy prowadzeniu biznesu. W regionie kwitła obrzydliwa, jawna korupcja.
Przybywający z Północy administracyjni złodzieje (zwano ich
„carpetbaggers”) na potęgę kupowali głosy czarnych. Ich
facjaty-pazerne, chciwe- widniejące na karykaturach wręcz prowokują
do przywołania historycznego prawidła: dzieje płyną, lecz
ryje pozostają. Podobnie postępowali miejscowi
kolaboranci („scalawags”). Wysokimi podatkami wykończono całe
rodziny. Na wsi i w miastach dawali o sobie znać murzyńscy przestępcy.
Gwałcili i rabowali niemal bezkarnie. W razie wpadki „czarne sądy”
uwalniały ich od winy.
Właśnie
wtedy KKK przeszedł do ofensywy. Stał się czymś w rodzaju
tajnego związku walczącego z radykalnymi Republikanami z Północy,
rodzimymi zdrajcami i rozwydrzonymi byłymi niewolnikami. Stosował przy
tym terror, który dotykał również ludzi niewinnych. Jest kwestią
otwartą, czy działania KKK były
kontynuacją wojny domowej, czy też była to zupełnie
nowa jakość. Myślę, że oba te elementy przenikały
się wzajemnie. Wprawdzie Południowcy porzucili myśl o secesji,
ale twardo stali na gruncie przedwojennych wolności stanowych. Wierzyli też
w unikalność, nadrzędność i dominację cywilizacji
białego człowieka. W tym przekonaniu utwierdzali ich pastorzy i
duchowni innych wyznań.
Rozwiejmy
przy okazji pewien mit. Otóż powszechnie uważa się, że KKK
w okresie „Rekonstrukcji”(czyli w latach następujących niemal
bezpośrednio po zakończeniu wojny secesyjnej) przybrał już
wybitnie antykatolicki albo „paramasoński” charakter. Nie jest to zbyt
ścisły sąd. Wprawdzie w Klanie dominowali wszelkiej maści
protestanci , ale takie właśnie było Południe: przeważnie
anglosasko-protestanckie; ściślej:”nowoprotestanckie”.
Jednak w takiej południowej Luizjanie, gdzie swe piętno odcisnęli
Francuzi i Hiszpanie, przyłączali się do niego również
katolicy. Dopiero na początku XX wieku, w drugiej „Erze” istnienia
Klanu (o czym za chwilę), zwyciężyły tendencje wrogie Kościołowi
Katolickiemu. Wiązało to się mniej z doktryną, a bardziej z
napływem nowych fal katolickich imigrantów zagrażających
homogeniczności, odrębności i samoświadomości Południa.
W trzeciej natomiast „Erze” Klanu (szczerze mówiąc: wołającej
o litość „erce”)
rozpoczętej w latach 50-tych XX w. wraz z nasileniem się postulatów
zniesienia segregacji rasowej, organizacja (raczej luźne grupy i grupki)
porzuciła hasła antykatolickie na rzecz wspólnej walki chrześcijan
z nowymi niebezpieczeństwami. Jednym z nich jest-zdaniem Klanu- „supremacja
żydowska” w USA. Nie muszę dodawać, że dla amerykańskich
Żydów KKK jest bardzo wygodnym przeciwnikiem. Zaryzykuję nawet
stwierdzenie, iż wygodniejszym od p. Wojciechem A. Wierzewskiego-
optymistycznego znajomego uwielbianej przeze mnie pani Natalii Dueholm i
zwolennika dialogu między żydowskim Goliatem oraz zupełnie
bezbronnym (pozbawionym,hmh..., jąder) polskim Dawidem. W każdym razie
w ostatnich latach katolicy stojący na czele klanowych organizacji nie wywołują
większego zdziwienia. Zresztą w obecnej dobie wszystko jest możliwe-
nawet Mulat(i bardzo dobrze!) przewodzący lokalnej prawicowej i
antyfederalnej milicji obywatelskiej.
Powróćmy
jednak do okresu „Rekonstrukcji”, czyli lat 60-tych i 70-tych XIX w. Szeregi
KKK wzrastają lawinowo. Oblicza się, że w tym czasie przyłączyło
się do niego 500 tysięcy Południowców (więcej niż
liczyła Armia Krajowa w czasie ostatniej wojny, a mówimy o „przaśnym”
wieku XIX!). Powstawały gazety, stowarzyszenia, kluby sportowe z „klanem”
w nazwie (gdyby w tym czasie żył na Południu amerykański
odpowiednik p. Jurka Owsiaka- zapewne byłby aktywistą KKK!).
Organizacja zaadoptowała na swoje potrzeby strój nawiązujący do
chrześcijańskich ascetyków. Stożkowy kaptur na głowie miał
pierwotnie symbolizować... anonimowe czynienie dobra. Wkrótce jednak
zabobonni Murzyni zaczęli uważać przebranych „Klansmenów” za
duchy konfederackich żołnierzy. Siłą rzeczy więc białe
prześcieradła i szaty ( w tej kolejności) stały się
godną uwagi bronią psychologiczną.
Jej
działanie wyjaśnię na przykładzie szeroko niegdyś
dyskutowanego wydarzenia. Otóż Klan „namierzył” Murzyna podpalającego
stodoły w pobliżu-jak pech, to pech- kwatery głównej KKK w
Pulaski. Szybko złożono mu stosowną wizytę w jasną, księżycową
noc. Jeden z jeźdźców miał pod białą szatą gumowy
wąż umieszczony końcem w nieprzemakalnej torbie. Rozkazał
przerażonemu Murzynowi przynieść wiadro wody, następnie „wychylił
je duszkiem” twierdząc, iż po raz pierwszy zaspokoił pragnienie
od czasu bitwy pod Shiloh! Od tej pory Murzynowi odechciało się psot.
Nikt nie jest na tyle głupi, aby zadzierać ze zjawami.
Jeszcze
na przełomie lat 60/70-tych XIX w. na członków KKK spadły
okrutne represje ze strony rządu i stanowej administracji. Organizację
zdelegalizowano, nastąpiły masowe aresztowania. Nawet za posiadanie
klanowego stroju groziła kara śmierci. Forrest- prawdziwy „lisowczyk”-
stanął jednak na wysokości zadania. Po uchwaleniu przez Kongres
XV poprawki zakazującej pozbawiania kogokolwiek praw politycznych ze względu
na kolor skóry, przynależność rasową i poprzedni stan
prawny, organizację formalnie rozwiązał, stawiając na
lokalne struktury działające w sposób tajny. KKK umarł żeby
żyć!
Było
to doprawdy znakomite posunięcie. W ciągu 20 lat całe Południe
pozbyło się rządów radykalnych Republikanów i czarnych.
Usankcjonowane to zostało decyzją Sądu Najwyższego („Plessy
versus Ferguson”) z 1896 r. oznaczającą wprowadzenie segregacji
rasowej (w największym uproszczeniu: formalnie równi, ale osobno).
W
tym miejscu krótka, acz konieczna dygresja. Stosunki między Południowcami a
Partią Republikańską były napięte aż do lat
50-tych XX w. Długo pamiętano wyczyny
republikańskich radykałów doby ponurej „Rekonstrukcji”. Dlatego
też na Południu przez dziesiątki lat głosowano na Demokratów.
Odwrócenie przymierzy nastąpiło dopiero pół wieku temu, gdy
Republikanie w rodzaju Barry Goldwatera i innych sprzeciwili się, zresztą
bezskutecznie, forsowanej przez „siły postępu” integracji rasowej.
W
okresie następującym po „Rekonstrukcji” Amerykanie, w tym rząd
federalny, zaczęli zmieniać zdanie na temat KKK. Przełomem był
film „Narodziny Narodu”, który uznał organizację za symbol
ponownego zjednoczenia Północy z Południem w jeden „biały naród”.
Duże znaczenie propagandowe odegrało również legendarne „Przeminęło
z wiatrem”. Tak oto formowała się druga „Era” Klanu. Do
odnowionego KKK wstąpiły miliony Amerykanów- także tych z Północy.
Należeli do niego senatorowie, kongresmeni, stanowi gubernatorzy, duchowni,
biznesmeni. Po specjalnym pokazie „Narodzin Narodu” w Białym Domu , KKK
został osobiście pochwalony przez prezydenta Wilsona. Uznał on,
że Klan ocalił cywilizację na Południu, czyli zachował
ją dla całej Ameryki. W tych latach „Encyclopaedia Britannica”
twierdziła, że KKK doby „Rekonstrukcji” był organizacją
rycerską, stworzoną w celach samoobrony przed „rekonstrukcyjnymi
zamiarami Kongresu Stanów Zjednoczonych”. Według szacownego wydawnictwa
powody powstania KKK były następujące:”... nieobecność
stabilnego rządu na Południu przez kilka lat po wojnie secesyjnej...
korupcja i tyrańskie rządy obcych, renegatów i czarnych...
pozbawienie prawa wyborczego białych... rozbrojenie białych... gwałty
na białych kobietach dokonywane przez czarnych mężczyzn...”.
Uczciwie pisząc- jest w tych stwierdzeniach sporo racji. Można
i trzeba nawet protestować przeciwko wielu poczynaniom KKK, ale w życiu
nie ma skutku bez przyczyny!
Nowy
Klan okazał się jednak kolosem na glinianych nogach. Gdy w latach 20-
tych XX w. władze wydały akty ograniczające masową imigrację-
urok organizacji zmalał. Swoje „trzy grosze” dorzuciły też
potężniejące „żydowskie media”, oskarżając KKK
o sianie nienawiści, przemoc itd.
Nie
było to całkiem zgodne z prawdą. Odnowiony KKK zerwał w
zasadzie z rewolucyjnymi praktykami okresu „Rekonstrukcji”, ograniczając
się do funkcji czegoś na kształt klubu społecznego. Niektórzy
jednak „Klansmeni” reagowali agresywnie na ohydne zbrodnie, a już na
pewno te, ofiarą których padały kobiety i dzieci. Pamiętać
bowiem należy, że Klan miał swoisty kod honorowy uświęcający
kobiecość i macierzyństwo. Na przykład gwałt na
kobiecie uważał za najgorszą z najgorszych zbrodni. Złapany
„in flagranti” przestępca nie mógł liczyć na miłosierdzie,
lecz brutalny lincz. Sprawę załatwiano w gronie lokalnych społeczności.
Inna sprawa, że ginęli również niewinni ludzie- ofiary pomyłek,
pomówień i rasowych uprzedzeń.
Jak
wspomniałem wyżej, trzecia „Era” Klanu narodziła się w późnych
latach 50-tych XX w. w związku z żądaniami zniesienia segregacji
rasowej. Ale to już inna historia. Pozostawiam ją p. Natalii
Dueholm,dla której strach jest naturalnym wrogiem.
Dariusz Ratajczak