UBECKIE "LOVE STORY"

 

Szczerze wyznaję, że mierzi mnie widok współczesnych feminazistek (osobiście nazizm zastępuję terminem hitleryzm, ale... niech tam) spod znaku SLD- UP- UW wrzeszczących o

molestowaniu seksualnym, niecnym całowaniu w rękę kobiet w biurach, prowokacyjnych spojrzeniach “samczych szowinistów” pod krawatem itd., itp. Nie, nie wzruszycie mego twardego serca. Dla was- byłych ciotek rewolucji od szkolnego “Wychowania Obywatelskiego”, obecnie omszałych postępowych oszołomek dbających wszakże o kapitalistyczne wygody życia- jest ono definitywnie zamknięte.

Ale skoro już istniejecie ( a wasze istnienie ode mnie niestety nie zależy), to wspomnę o prawdziwej tragedii kobiet- ofiar jak najbardziej “postępowego społecznie” prymitywizmu waszych ideologicznych antenatów. Nadmienię tylko, że opisywane tu przypadki, prawdziwe “wierzchołki gór lodowych”, nie były rzadkością. Stanowiły istotny element ponurego krajobrazu. Zresztą rzecz całą, da Bóg, ujmę wkrótce w formę książkową.

28- letni podporucznik towarzysz Julian Pucek (urodzony w Łazach, powiat Zawiercie) od roku 1949 pełnił odpowiedzialną funkcję Naczelnika w Więzieniu Karno- Śledczym w Prudniku. Dwa lata później miał niewątpliwą przyjemność przyjęcia na więzienny stan Janiny Jeżewskiej , atrakcyjnej 22- letniej kobiety oskarżonej o spowodowanie “ manka” w miejscowym sklepie “Samopomocy Chłopskiej”.

Pucek początkowo zachowywał się w sposób rycerski. Pozwolił Jeżewskiej zostawić zdjęcie synka, a nawet przynosił jej paczki żywnościowe. Sądził, że w ten sposób rozkocha w sobie znajdującą się w dramatycznej sytuacji niewiastę. Ta jednak nie odwzajmniała uczuć.

Ciągłe odmowy zdenerwowały tow. Pucka. Stał się agresywny. Pewnego dnia ( w sierpniu 1951 r.) złapał Jeżewską w ramiona, posadził- zgodnie z protokołem przesłuchania świadka- “ na kolanie siłą... usiłował dokonać... stosunku płciowego”. Kobieta się broniła. Wtedy towarzysz Pucek “ swój członek płciowy (zeznaje Jeżewska- DR) włożył mi do ręki i trzymając mą dłoń w swej ręce- w ten sposób zaspakajał swoje popędy”.

Innym razem Pucek, oficer służby więziennej (podlegającej bezpiece), usiłował ją zgwałcić “ od tyłu”. Gdy więźniarka do tego nie dopuściła, siadł na krześle, a następnie “ wkładał swój członek płciowy między moje piersi”. Tego typu praktyki powtarzały się bezustannie.

Pod koniec listopada 1952 roku niemal 30- letni tow. Mieczysław Presel, strażnik w Więzieniu nr 2 w Strzelcach Opolskich , wyciągnął z celi więźniarkę Marię Kampę, z zawodu pielęgniarkę. W chwilę później brutalnie zgwałcił ją na krześle w pokoju przesłuchań. Do stycznia 1953 r. kilkakrotnie posiadł ją siłą, nie zwracając przy tym uwagi – postępowa czujność tego nie wymaga- na protesty kobiety i fakt, że była w okresie menstruacji.

Na początku lutego 1952 r. tow. Bolesław Czekaj (ur. w 1914 r. w Makowie, powiat Miechów), oficer inspekcyjny w Więzieniu Karno- Śledczym w Prudniku, prymus na szkoleniach politycznych, zgwałcił 35- letnią Jadwigę Mitulę, mieszkankę Głogówka. Wykręcał kobiecie ręce do tyłu, rzucał ją na łóżko.

Towarzysz Mieczysław Urbańczyk (ur. w 1929 r. w Mokrzeszu, powiat Zawiercie) nie był “byle kimś”. Zaprawdę trudno tak powiedzieć o referencie Wydziału IX Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Opolu. Zresztą przełożeni chwalili go za koleżeńskość i profesjonalne podejście do służbowych obowiązków, obejmujących m. in. utrzymywanie kontaktów z tajnymi współpracownikami bezpieki.

Urbańczyk- w końcu młodszy od generała Kiszczaka, a zatem nie wiedzący, że lojalność tajnego współpracownika uzyskuje się metodami perswazyjnymi (w skrócie: koniak, mieszkanie i... stypendium)- postąpił wyjątkowo głupio. Oto w październiku 1953 r. zaprowadził do swego mieszkania w Opolu własną tajną współpracownicę, 24- letnia Marię Wiench , a następnie- miast wysłuchać jak zawsze rzetelnego meldunku- poddał ją wymyślnym torturom. Nieszczęsna agentka, prosta dziewczyna z podopolskiej wsi zatrudniona w charakterze maszynistki w hucie “Andrzej” w Zawadzkiem, przeszła istną gehennę.

Obywatel towarzysz- instruktor rozkazał kobiecie nago skakać “żabki” oraz stać na szafie w przepisowej postawie “na baczność”. Rozbujały w swej rewolucyjnej inwencji, tak typowej dla wszelkich postępowych eksperymentatorów, przypalił dziewczynie narządy płciowe oraz włosy pod pachami. Podobno miała, jak raczył był poetycko zauważyć, “ hitlerowską nienawiść w oczach”.

Piszący te słowa, tak się składa, nie ma żadnej “nienawiści w oczach”. Dlatego też wzywa postępowe kobiety- od Andy Rottenberg po Manuelę Gretkowską- do wspólnego apelu. Ustanówmy Dzień Kobiety Maltretowanej Doby Stalinizmu. Doby... waszych duchowych dziadków i tatusiów.

DARIUSZ RATAJCZAK

Wróć do strony dr D. Ratajczaka