Gdybym
miał sporządzić ranking najhaniebniejszych profesji wykonywanych
przez setki i tysiące lat przez istoty ludzkie, bez wahania wskazałbym
na handlarzy niewolników. Niemal słyszę już łaskawsze słowa
„postępowców” stwierdzających, że niżej podpisany-
niegdyś reakcyjny kłamca i „tak zwany historyk z Opola”- nawrócił
się na jedynie słuszną ideologię. Błąd moi mili.
Tym większy, że dzisiaj zajmę się sprawą nadzwyczaj drażliwą:
dominacją przedstawicieli Wielce Czcigodnego- skądinąd- „Narodu
Wybranego” w ogólnoświatowym handlu „żywym towarem”. Żeby
nie być posądzonym o stronniczość, niniejszy tekst opieram głównie
na pracach historyków żydowskich.
Ponad 50 lat temu Jacob
Marcus, być może najznamienitszy historyk
żydowski połowy XX w., stwierdził w „Encyclopaedia
Britannica” : „ W wiekach ciemności (dla autora to średniowiecze-
DR) handel zachodniej Europy pozostawał głównie w ich (Żydów-DR)
rękach, szczególnie handel niewolnikami...” Wspierał tym samym
nieco wcześniejszą uwagę S.Grayzela poczynioną w książce
„Historia Żyda: od Wygnania Babilońskiego do końca II Wojny
Światowej” (Filadelfia 1948): „Żydzi byli najważniejszymi
handlarzami niewolników...”
Zauważali to dużo
wcześniej chrześcijańscy pisarze starożytni i średniowieczni.
Nie mogło być inaczej. Żydowscy handlarze, posiłkując
się biciem i- nazwijmy rzecz eufemistycznie- molestowaniem seksualnym,
dostarczali z Europy na Bliski Wschód tysiące urodziwych jasnowłosych
kobiet i dzieci. Była to rynkowa odpowiedź na preferencje śniadych,
kruczoczarnych i przede wszystkim bogatych klientów z Azji oraz północnej
Afryki. Możemy tylko domyślać się co czuli wyrwani z ognisk
domowych młodzi ludzie, jakie dramaty rozgrywały się na
niewolniczych szlakach. Możemy również współczuć, chociaż
uczucie to zwykle rezerwujemy dla ofiar znanych z autopsji lub opowiadań
żywych świadków historii. Naturalna wybiórczość oraz skończoność
ludzkiej pamięci zawsze wpędzają mnie w przygnębienie.
Podobnież- okrutna anonimowość zbiorowego cierpienia ludzi żyjących
w dawno minionych epokach. Jestem jednak realistą: dzisiaj oni- pojutrze
my.
Przytoczone wyżej fakty
nie mogą budzić większego poruszenia. Basen Morza Śródziemnego
był przecież naturalnym rejonem działania żydowskich
handlarzy „żywym towarem”. Natomiast współczesne pokolenia
wychowane na filmach „made in Hollywood”, w których handlarzami czarnych
nieszczęśników z Afryki są niezmiennie anglosaskie typy spod
ciemnej gwiazdy (exemplum: „Amistad” Stevena Spielberga), za niespodziankę
przyjmą twierdzenie, iż Żydzi- niezbyt przecież liczni w
angielskich (brytyjskich) koloniach w Ameryce Północnej- dominowali również
wśród handlarzy na amerykańskich
trasach niewolniczych. Oddajmy w tym miejscu głos żydowskiemu
historykowi Marcowi Raphaelowi („Żydzi i judaizm w Stanach Zjednoczonych:
historia dokumentalna”, t.14, N. Jork 1983) : „ Żydowscy kupcy
odgrywali wiodącą rolę w handlu niewolnikami. Rzeczywiście
we wszystkich amerykańskich koloniach, czy to francuskich (Martynika),
brytyjskich lub holenderskich, żydowscy kupcy często dominowali.
Twierdzenie to odnosi się także do kontynentu północnoamerykańskiego,
gdzie w XVIII w. Żydzi uczestniczyli w <trójkątnym handlu>
polegającym na tym, że niewolników przywożono z Afryki do Indii
Zachodnich, tam wymieniano na melasę, którą następnie zabierano
do Nowej Anglii, gdzie następowała wymiana na rum, który z kolei wywożono
na sprzedaż do Afryki. Od 1750 r. do wczesnych lat 70-tych XVIII w., żydowski
handel na kontynencie zdominowali Isaac Da Costa z Charlestonu, David Franks z
Filadelfii i Aaron Lopez z Newport”.
W
Ameryce Północnej głównym punktem handlu niewolnikami był
Newport (Rhode Island). Miasto to stanowiło „osiowe” centrum „trójkątnego
biznesu”. Stąd wywożono rum i melasę do Afryki, by powrócić
z „żywym towarem” do Indii Zachodnich oraz kolonii na stałym lądzie.
Zapewne nie jest dziełem przypadku, że Newport szczycił się
najstarszą synagogą na kontynencie oraz największą i
najlepiej prosperującą społecznością żydowską
w amerykańskich koloniach Wielkiej Brytanii. Zarabiano ogromne pieniądze
kosztem zdrowia i życia „hebanowego ładunku”. Wspomniany
mieszkaniec Newport Aaron Lopez, potomek portugalskich marranów, był w II
połowie XVIII w. jednym z najpotężniejszych handlarzy niewolników
w obu Amerykach. Jego licząca dziesiątki statków flota bez przerwy krążyła
po wodach Atlantyku. Warunki, jakie zapewniano przewożonym pod pokładami
niewolnikom wołały o pomstę do nieba. Z zachowanego sprawozdania
z dwóch podróży statku „Cleopatra” (własność Lopeza)
wynika, iż wojaży nie przeżyło 250 Murzynów. A mówimy
tylko o jednym statku i zaledwie dwóch jego „kursach”. Jeżeli nie
nazwiemy tego ludobójstwem, to co to słowo właściwie oznacza?!
Żydzi zdominowali
handel niewolnikami nie tylko w amerykańskich koloniach, ale i w całym
Nowym Świecie. W fundamentalnej pracy autorstwa S.B.Liebmana „ Żydowstwo
Nowego Świata,1492-1825: Requiem dla zapomnianych” (N.Jork 1982) czytamy:
„ Przypływali statkami z Afrykańczykami, których sprzedawano w
niewolę. Handel niewolnikami był królewskim monopolem, a Żydów
często mianowano królewskimi agentami ich sprzedaży... W całym
regionie Karaibów flota handlowa była głównie żydowskim przedsięwzięciem.
Statki były ich własnością, obsadzały je żydowskie
załogi, żeglowały pod rozkazami żydowskich kapitanów”.
Inny żydowski badacz przeszłości, Arnold Aharon Wiznitzer („
Żydzi w kolonialnej Brazylii”, 1960), dodaje nie bez pewnej dumy: „
Kompania Zachodnioindyjska, która zmonopolizowała import niewolników z
Afryki, sprzedawała ich na publicznych aukcjach za gotówkę. Tak się
składało, że gotówkę przeważnie posiadali Żydzi.
Kupcy, którzy pojawiali się na aukcjach byli prawie zawsze Żydami. Z
powodu braku konkurencji mogli oni nabywać niewolników po niskich cenach (
a potem odstępować plantatorom na kredyt ściągany przy następnych
zbiorach w cukrze- DR).... Jeżeli zdarzało się , że data
danej aukcji pokrywała się z żydowskim świętem-
odraczano ją. Tak było w piątek, 21 października 1644 r.”.
Żydzi byli także
posiadaczami niewolników w Ameryce Północnej. Wspomniany Jacob Marcus
napisał w innej książce („Żydowstwo Stanów Zjednoczonych.
1776-1985”, Detroit 1989) : „ Przez cały wiek XVIII, aż do początków
XIX w., Żydzi na Północy mieli własnych czarnych służących
(niewolników- DR) ; na Południu kilka plantacji żydowskich opierało
się na pracy niewolniczej. W 1820 r. ponad 75% żydowskich rodzin z
Charlestonu, Richmond i Savannah posiadało niewolników zatrudnionych w
charakterze służby domowej ; ponad 40% żydowskich właścicieli
gospodarstw domowych w Stanach Zjednoczonych posiadało 1 lub więcej
niewolników... Bardzo mało Żydów w USA protestowało z pobudek
moralnych przeciwko...niewolnictwu”. Dodam do tego wywodu tylko tyle, że
mniej niż 10% pozostałych białych Amerykanów było w tym
czasie posiadaczami niewolnej siły roboczej.
Solidne publikacje
przedstawione powyżej były przede wszystkim adresowane do żydowskiego
czytelnika zainteresowanego historią własnego narodu. Jednak w
momencie gdy tematem zajęli się mniej lub bardziej „medialni” nie-
Żydzi, rozpoczął się-trwający do dnia dzisiejszego-
proces umniejszania, wręcz minimalizowania roli Żydów w haniebnym
procederze handlu niewolnikami. Wyrazem tego trendu były liczne publiczne
wypowiedzi żydowskich naukowców, wzmiankowany film „Amistad” oraz poświęcone
mu artykuły na łamach ‘Time’a” czy „Newsweek’a”. Natomiast
słynna „Liga Antydefamacyjna”
(ADL) zastosowała jedyną znaną jej taktykę wobec adwersarzy:
oskarżenie o propagowanie antysemityzmu.
Przyznaję, że zupełnie
tego nie rozumiem. Podobno historia jest tylko historią...
DARIUSZ RATAJCZAK